Przejdź do treści

Polacy utknęli na lotnisku w Bangkoku. Chaos

Ponad setka turystów z Polski utknęła na międzynarodowym lotnisku w Bangkoku. Od soboty odwołane są loty do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru. To najbardziej popularne przesiadkowe porty lotnicze w drodze do Europy.

To, co dzieje się od soboty na lotnisku Suvarnabhumi w stolicy Tajlandii można krótko określić jednym słowem. To słowo to chaos. Każdego dnia odlatuje stąd kilkanaście samolotów w kierunku Półwyspu Arabskiego. Każdy z nich zabiera kilkaset osób, a w przypadku podniebnego kolosa A380 ta liczba przekracza pół tysiąca. Oznacza to, że od soboty około 5 tysięcy osób dziennie nie wsiada na pokład samolotu i musi szukać alternatywnych połączeń lub czekać w Bangkoku na wznowienie połączeń.

Można przebukować albo prosić o zwrot

Na lotnisku rozmawiałem z grupą Polaków, którzy waśnie dowiedzieli się, że ich lot odwołano. Linie lotnicze nie są w stanie przekazać im żadnych wiadomości, bo sytuacja w Dubaju, Abu Dhabi czy Doha zmienia się z godziny na godzinę. Na razie wiadomo tylko, że loty zostały zawieszone do odwołania.

Loty do portów na Półwyspie Arabskim są odwołane

– Dostaliśmy informację, że mamy czekać. Biuro linii będzie otwarte dopiero za kilka godzin i wtedy będziemy mogli się z nimi skontaktować. Dobra wiadomość jest taka, że potwierdzili na lotnisku, ze możemy poprosić o przebukowanie biletów albo zwrot pieniędzy za niewykorzystany segment podróży. – mówi pani Anna, która na lotnisku w Bangkoku czeka razem z mężem i dwójką dzieci.

Chaos nie wynika z braku organizacji czy niedopatrzeń personelu naziemnego. Po prostu sytuacja jest tak dynamiczna, że nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy i na jakich zasadach ruch lotniczy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru zostanie przywrócony.

Lot odwołany. Co teraz?

Pasażerowie, których lot odwołano, muszą zorganizować powrót na własną rękę. Niestety linie lotnicze nie odpowiadają za anulowanie lotu, jeśli przyczyną jest konflikt zbrojny. Prawdopodobnie takiej sytuacji nie obejmie także większość ubezpieczeń podróżnych. Nie wynika to ze złej woli, ale a procedur i wykluczeni zawartych w umowach z liniami lotniczymi albo ubezpieczycielem. Pozostaje znalezienie i zakup nowych biletów lotniczych, a te znikają z oferty z minuty na minutę.

Polacy koczujący na lotnisku w Bangkoku mówią, że od obsługi naziemnej dostali numery telefonów do lokalnych biur linii lotniczych i muszą się z nimi kontaktować bezpośrednio. Przyznają, że linie są pomocne i starają się wskazać dostępne hotele albo pomóc w organizacji transportu z lotniska. Jednak koszty noclegów czy przejazdów są po stronie pasażerów. Największe linie lotnicze informują, że więcej będzie wiadomo najprawdopodobniej dopiero w połowie tygodnia, choć właściwie nikt nie jest w stanie przewidzieć rozwoju sytuacji.

Przy stanowiskach linii lotniczych panuje chaos

– Jesteśmy w hotelu, na lotnisku już nie daliśmy rady. Siedzieliśmy w tłoku przez 20 godzin i dalej nic nie wiadomo. Hotel oczywiście musieliśmy wynająć na własny koszt, ale mam nadzieję, że biuro zwróci nam jakieś pieniądze. Znalezienie hotelu w okolicach lotniska było bardzo trudne, to są tysiące ludzi, którzy nie polecieli do swoich krajów i każdy wcześniej czy później szuka jakiegoś noclegu. – relacjonuje przez komunikator pan Paweł, który do Bangkoku przyjechał z grupą kilkudziesięciu osób.

Nie wszystkich stać na bilety i nocleg

Sytuacja wielu turystów jest dramatyczna. To osoby, które przyleciały do Tajlandii na wymarzoną wycieczkę życia i nie stać ich na dodatkowych kilka dni w hotelu, o zakupie nowych biletów lotniczych w ogóle nie wspominając.

– Ja po prostu nie mam pieniędzy na to, żeby pójść i kupić sobie i mojej żonie nowe bilety do Polski. To jest przecież ponad 6 tysięcy złotych. Nie stać mnie na to i nie jestem w stanie pozwolić sobie na taki wydatek. Nigdy już nie polecę na drugi koniec świata. Po Europie tez można fajnie podróżować i nie ma takiego ryzyka. – mówi pan Andrzej, któremu ze zdenerwowania trzęsą się ręce. Razem z grupą przyjaciół siedzi od kilku godzin w ogromnej hali odlotów lotniska w Bangkoku. Nie wie, co będzie dalej.

Odprawy są zamkniete do odwołania

Wielu turystów nie jest w stanie skomunikować się z naziemną obsługa linii lotniczych ze względu na barierę językową. To przede wszystkim starsi ludzie, których coraz więcej zbiera się w mniejsze  lub większe grupki. Radzą sobie wzajemnie, co zrobić.

Coraz mniej możliwości

Z godziny na godzinę jest coraz trudniej znaleźć nowe bilety lotnicze. Jeszcze w sobotę wieczorem można było znaleźć alternatywne połączenia z Bangkoku na następny dzień przez porty lotnicze w Niemczech, Francji czy Finlandii, bez międzylądowań w krajach objętym zakazem lotów. Jednak każdego dnia do kolejki po nowe bilety dołącza kolejnych kilka tysięcy osób. Najlepsze, najtańsze i najszybsze połączenia znikają błyskawicznie.

Część turystów decyduje się na wynajęcie hotelu i czekanie na decyzję linii lotniczych oraz ponowne otwarcie przestrzeni powietrznej nad Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Katarem. To ryzykowne zagranie, bo w najczarniejszym scenariuszu sytuacja może się nie zmienić przez wiele tygodni.