Przejdź do treści

To nie sztuczne sanktuarium. Słoń zdemolował restaurację

Ogromny słoń zdemolował restaurację w północnej Tajlandii i nie był to jego pierwszy wybryk. Zniknęły banany, a front znanego baru z listy Michelin został mocno uszkodzony. Sprawcą jest osobnik doskonale znany lokalnej społeczności prowincji Pak Chong.

Słonie to dzikie i niebezpieczne zwierzęta, które na stale wpisały się w azjatycką kulturę i historię. Dziś wiele z nich stało się częścią turystycznego biznesu. Obozy zamieniły się w sanktuaria, a treserzy w opiekunów. Niestety większość z tych transformacji to tylko czysty marketing, w który wierzą tysiące turystów. W Tajlandii 13 marca obchodzi się Narodowy Dzień Słonia.

Słonie od zawsze wykorzystywano jako siłę roboczą albo tani środek transportu, szczególnie popularny wśród możnych oraz władców. Tak było nie tylko w krajach Azji Południowo-Wschodniej, ale także w wielu innych częściach świata. Wystarczy wspomnieć chociaż Indie, Afrykę czy słynne europejskie podboje pochodzącego z Kartaginy Hannibala. 

Dzikie słonie to nie maskotki

W Tajlandii regularnie dochodzi do konfliktów, a także niebezpiecznych sytuacji związanych ze słoniami. Niektóre z nich kończą się tragicznie, jak choćby seria tegorocznych ataków w pobliżu Parku Narodowego Khao Yai, położonego 120 kilometrów od Bangkoku. Inne są powodem do powstawania anegdot i wiralowych materiałów krążących po sieci.

Przed dwoma dniami w dystrykcie Pak Chong 4-tonowy słoń „okradł” stoisko z owocami stojące przed znaną restauracją szczycącą się wpisem w przewodniku Michelin. Przy okazji ucierpiała konstrukcja samej restauracji oraz półki z naczyniami i innym kuchennym sprzętem. Na zdjęciach z monitoringu udostępnionych przez lokalną policję mieszkańcy rozpoznali osobnika znanego jako Biang Lek, który takimi wybrykami popisuje się już nie pierwszy raz.

Zdjęcie z monitoringu. Biang Lek „okrada” stoisko z owocami

Ten sam słoń w czerwcu wszedł do małego sklepu spożywczego w okolicach parku narodowego. Jak opisują pracownicy, zachowywał się spokojnie i był bardzo delikatny, nie powodując żadnych zniszczeń. Z półki zdjął 9 opakowań ryżowych chipsów, kanapkę i kiść bananów, po czym oddalił się, zostawiając tylko zabłocona podłogę i odciski słoniowych stóp.

Kiedyś obozy, dziś sanktuaria

Jeszcze 20 lat temu w całej Azji roiło się od nastawionych na zarobek obozów. Turyści mogli w nich zobaczyć, dotknąć albo nakarmić słonia. Właściwie wszystkie takie miejsca oferowały także możliwość przejażdżki. W ruch szły łańcuchy, kolczugi, stalowe ostre haki i baty.

Wraz ze zmianą nastawienia zachodniego turysty obozy zaczęły znikać albo przeistaczać się w sanktuaria. Niestety zdecydowana większość z nich stosuje wciąż dokładnie takie same praktyki. Tyle, że teraz są przykryte marketingową opowieścią o „misji”, „ratowaniu słoni z niewoli” i innymi podobnymi, pustymi sloganami.

Turyści nie starają się dowiedzieć więcej, bo… teraz mają czyste sumienie. Wierzą, że opłaty za bilety, które w wielu „sanktuariach” wzrosły nawet kilkanaście razy, idą na pomoc dla zwierząt i utrzymanie pracujących w takich miejscach wolontariuszy. Niestety w ogromnej części przypadków „sanktuaria” zarabiają ogromne kwoty, które wciąż nabijają kieszenie ich właścicieli. Takie bezrefleksyjne podejście pokazuje, że właściwie nikomu na słoniach nie zależy. Wciąż liczy się tylko ładne zdjęcie z dzikim zwierzęciem.

Słonie na plaży w Koh Chang | 4stopy.pl

Słonie na plaży na wyspie Koh Chang mozna spotkać codziennie

– Jak już zamkną bramy, to w wielu miejscach te szczęśliwe słonie zakuwa się w łańcuchy. Wciska się je w małe boksy, w których spędzają całą noc. Wiele miejsc dalej stosuje środki „uspokajające”. Bez nich nie byłyby możliwe spacery ze słoniami po dżungli. – opowiada mi Sovann, znajomy kierowca wycieczkowego autobusu, który codziennie zawozi turystów do wielu lokalnych atrakcji w okolicach Siem Reap w Kambodży. – Jak ktoś wierzy, że sobie może chodzić tak luzem po dżungli z dziesięcioma dzikimi słoniami i że one nie są na jakiś środkach, to znaczy, że kompletnie nie wie, o co tu chodzi. Trzeba poszukać wcześniej informacji, żeby wiedzieć, gdzie naprawdę dbają o słonie, a które miejsca to tylko pieniądze i marketing – dodaje.

Narodowy Dzień Słonia

13 marca w Tajlandii obchodzi się Narodowy Dzień Słonia. Tego dnia Tajowie oddają hołd królowi dżungli. Oorganizują też festiwale i spotkania na których dużo mówi się o zagrożeniach i pomocy dla dzikich słoni. W okolicach, w których można spotkać dzikie zwierzęta rozstawiane są owocowe bufety z bananami, arbuzami, melonami i dyniami. Buddyjscy mnisi prowadzą zbiórki i prelekcje dla lokalnych społeczności i turystów. Mają one podnieść świadomość, a także wiedzę na temat życia słoni.

W samej Tajlandii żyje około 7 tysięcy słoni. Szacuje się, że między 3 a 4 tysiące z nich to słonie mieszkające dziko w dżunglach i parkach narodowych. Pozostałe przebywają w obozach i sanktuariach, które są popularnymi atrakcjami turystycznymi. Słoń jest symbolem Tajlandii. Od tajskiej nazwy tego zwierzęcia powstała nazwa jedna z największych i najbardziej popularnych wśród turystów wysp w kraju – Koh Chang, której kształt przypomina głowę tego potężnego zwierzęcia.