Są takie miejsca, które wydają się być z zupełnie innego świata. Świątynia Ta Phrom jest na pewno w ścisłej czołówce takiej listy. Miejsce, które niewiele osób widziało, ale kojarzą je miliony. To dlatego, że właśnie tu realizowana była część zdjęć do kultowego filmu przygodowego z początku XX wieku.
Ta Phrom jest częścią ogromnego kompleksu Angkor, który znajduje się niedaleko turystycznego miasta Siem Reap. Angkor to największa duma Kambodży i największy skarb narodowy tego kraju. Monumentalne prangi Angkor Wat zdobią narodową flagę, a sama budowla jest jedną z najważniejszych z katalogu światowego dziedzictwa UNESCO. Aż trudno uwierzyć, że tysiąc lat temu to właśnie Angkor był największym miastem naszej planety. Nie Londyn, nie Paryż, nie Rzym, tylko te ruiny zagubione dziś w środku południowoazjatyckiej dżungli były pępkiem świata.

Imperium, które zniknęło
W Angor mieszkał ponad milion ludzi, ale imperium upadło, podobnie jak wcześniej mocarstwa Majów czy egipskie państwo faraonów. Do dziś właściwie nie wiadomo na pewno, co było przyczyną takiej katastrofy i masowej emigracji mieszkańców Angkor na południe. Jedne hipotezy mówią, że w rodzinie królewskiej doszło do rozłamu i wewnętrznych podziałów, inne dowodzą, że do opuszczenia Angkoru zmusiły jego mieszkańców susze i zarazy.
Pewnie każdy z tych tropów ma w sobie ziarenko prawdy – faktem jest jednak tylko to, że obywatele Angoru opuścili swoje miasto i osiedlili się kilkaset kilometrów na południe, wzdłuż rzeki Mekong, gdzie dziś znajduje się Phnom Penh – kilkumilionowa stolica Kambodży.

Dżungla upomniała się o swoje
Świątynia Ta Phrom jest jedną z wielu, które można dziś zwiedzać w okolicach Siem Reap, ale jest też miejscem niepowtarzalnym i jedynym w swoim rodzaju. Atmosferę jak z horroru tworzą rozpadające się budynki świątynne, dziesiątki alejek i labirynt wąskich ścieżek, ale przede wszystkim natura, która zrobiła swoje przez setki lat nieobecności człowieka.
Najbardziej charakterystycznym elementem Ta Phrom, który zdecydował o „angażu” tego miejsca przez producentów filmu „Lara Croft: Thomb Raider”, są ogromne drzewa, które wrosły w ściany i mury świątyń. Korzenie oplatają kamienne schody i otwory okienne, tworząc tajemniczą scenerię zapomnianego miasta, które idealnie wpisywało się w klimat przygodowej produkcji.
Producenci podkreślali wielokrotnie, że wybór Ta Phrom był oczywisty. To miejsce spełniało wszystkie warunki scenariusza, a do tego nie wymagało cyfrowych poprawek i komputerowych fajerwerków podczas procesu post produkcji. Klimat świątyni i jej niepowtarzalna naturalna scenografia broniły się same.

Angkor zostało odkryte po raz drugi dopiero w połowie XIX wieku. Wcześniej, przez kilkaset lat żyło własnym życiem, schowane i strzeżone przez kambodżańska dżunglę. Większość budynków w takich miejscach jak Angkor Wat, Bayon czy Angkor Thom zostało odrestaurowanych, a w części z nic prace trwają bez przerwy od wielu lat. Jednak w przypadku świątyni Ta Phrom podjęto decyzję o pozostawieniu jej w kształcie, w jakim została odnaleziona. Na wpół miasto, na wpół dżungla. Istny pomnik natury, która upomina się o swoje.
Jak zwiedzać Angkor?
Żeby zobaczyć cały Angkor, potrzeba 2-3 dni. Duża część turystów decyduje się jednak na tzw. małą pętlę, którą można objechać w 7-8 godzin i zobaczyć wszystkie najważniejsze miejsca legendarnego państwa-miasta. Po pierwsze dlatego, że duża część dalej położonych zabudowań jest łudząco podobna do tych, które już widzieliśmy poprzedniego dnia. Po drugie, ze względu na budżet – każdy kolejny dzień ważności biletu to kilkadziesiąt dolarów więcej.
Ponieważ Angkor jest rozrzucone na dużym terenie, niezbędne będzie także wynajęcie tuk tuka, bo tego kompleksu nie da się zwiedzać na piechotę, a sam dojazd z Siem Reap zajmuje około 20 minut. Najlepiej umówic się z kierowcą dzień wcześniej już w Siem Reap i „zabukować” go na cały dzień. Tuk tuk albo remorque, czyli motocykl z przyczepką dla 3 – 5 osób, nie powinien kosztować więcej, niż 20 dolarów.

Bilety do Angkor można kupić on-line. Polecam takie rozwiązanie, bo dzięki temu unikamy porannych kolejek do kas biletowych. W przypadku sporadycznych kontroli podczas zwiedzania wystarczy mieć przy sobie kod QR w telefonie.
Wschód słońca? Niekoniecznie
Jedną z największych atrakcji podczas zwiedzania kompleksu Angkor jest wschód słońca nad główną świątynią. Tak przynajmniej twierdzą przewodniki turystyczne. Szczerze? Ładniejsze wchody słońca widziałem na plażach nad Bałtykiem, więc nie ma się co nastawiać na efekt WOW.

Jednak poranne zwiedzanie ma swoje zalety. Jeśli rozpoczniemy objazd Angkoru o 6 rano, dużą część zdążymy zobaczyć jeszcze przed największym upałem i wrócimy do Siem Reap około 14:00. Dzięki temu znajdziemy czas na chwilę odpoczynku przed nocnymi szaleństwami na centralnej Pub Street, pełnej barów, klubów i lokalnych restauracji. Albo przed wieczorną kolacją z godzinną rewią tańca apsara – baletu dworskiego, przedstawiająca khmerskie mity i legendy.
fot. 4stopy.pl