Przejdź do treści

Zaginione imperium Khmerów i Lara Croft

Zaginione Imperium Khmerów to niesamowita podróż w czasie. Północ i środkowa część Kambodży oznacza przede wszystkim opowieść o przeszłości. Czego możecie się spodziewać po takiej podróży? Na pewno odpoczniecie w sielskiej atmosferze klimatycznego Siem Reap. To mała miejscowość, ale leży w cieniu jednego z największych imperiów w historii naszej planety. Dlatego Angkor Wat – jeden z Cudów Świata, a także największy kompleks świątynny na świecie, jaki kiedykolwiek zbudował człowiek, jest punktem absolutnie obowiązkowym. Dopiero, kiedy zagubisz się w wąskich uliczkach Angkor Thom, starej stolicy imperium, które liczyło ponad milion mieszkańców zrozumiesz, jak zaawansowana cywilizacja funkcjonowała na terenach dzisiajszej północnej Kambodży w czasach, kiedy w Europie niektóre wielkie państwowości dopiero raczkowaly. Wystarczy powiedzieć, że liczba mieszkańców Angkor w XII wieku przekraczała Londyn i Paryż razem wzięte.

Cały kompleks leży na ogromnym i rozległym terenie, którego zwiedzanie zajmie kilka dni. Dlatego kupując bilet wstępu można wybrać z kilku opcji – albo jednodniową przygodę z Angkor, albo kilkudniowy pass. Samo zwiedzanie i jego tempo zależy już od każdego indywidualnie. Najlepszą metodą jest wynajęcie kierowcy tuk-tuka, który za 15 czy 20 dolarów dziennie będzie jeździł z Wami gdziekolwiek sobie zażyczycie.

Ja osobiście sugeruję jednodniowy bilet i tzw. małą pętlę Angkor. Jeden dzień wystarczy, żeby zobaczyć najważniejsze miejsca i nie zmęczyć się powtarzalnymi dla laika budowlami i ich pozostałościami. Oczywiście entuzjaści takich atrakcji na pewno wybiorą dłuższy pass, jednak dla zwykłego turysty, który chce zobaczyć najbardziej spektakularne miejsca dawnego królestwa Khmerów jednodniowa wycieczka w zupełności zaspokoi ciekawość.

Jednego dnia obok obowiązkowych Angkor Wat i Angkor Thom polecam koniecznie zajrzeć do Ta Prohm. Ta zarośnięta dżunglą i korzeniami drzew świątynie jest doskonale znana z kinowego hitu Lara Croft – Thomb Raider. To właśnie tu kręcono kultowe sceny filmu z Ageliną Jolie w roli głównej. Spacer pomiędzy kosmicznie wyglądającymi budowlami zaplątanymi w pnie i korzenie kilkusetletnich drzew robi wrażenie.

Wyjazd do Siem Reap i Królestwa Angor to nie tylko okazja do poznania nowych miejsc. Tu każdy turysta nabiera zupełnie inne perspektywy i inaczej patrzy na losy świata. Przeciskając się wąskimi uliczkami milionowego niegdyś miasta zdajemy sobie sprawę, że nasza stara poczciwa Europa, wcale nie jest pępkiem świata.

Samo Siem Reap jest niewielką miejscowością, w której panuje atmosfera sielskiego spokoju. No, może z wyjątkiem słynnej walking street w samym centrum, przy której skupiła się cała imprezowa oferta miasteczka. To tu znajduje się tez najwięcej restauracji, barów i salonów masażu. Ja jednak polecam wyjść z tego turystycznego kociołka, bo zaledwie kilkaset metrów dalej znajdziecie lepsze i tańsze jedzenie, lokalne i niewielkie salony masażu, gdzie można się zrelaksować za kilka dolarów. Tu potwierdza się stara podróżnicza prawda. Tam, gdzie najwięcej turystów ceny rosną, a jakość spada.

fot. 4stopy.pl